Krzysztof Czarski

Historie i metody

23 lut 2022

Cześć!

Jestem Krzysztof (a także Chris) Czarski /ʈʃʌrskɪ/.

Tworzę lekcje szyte na miarę, aby pomóc uczniom zbudować językową pewność siebie.

Używam autentycznych mediów i rozmowy, aby pomagać uczniom ćwiczyć sztukę konwersacji.

Przetłumaczam zawiłości gramatyki na język piękny i pełen mocy.

Mam Cambridge Certificate in Teaching English to Speakers of Other Languages (CELTA) i Certificate of Proficiency in English (CPE), oba z najwyższą oceną.

Kiedy uczę, łączę podejście opisane niżej z technikami, których nauczyłem się podczas CELTA i na studiach. Dzięki temu trzymam uczniów w ciągłej motywacji i rzucam im godne wyzwania, a gdy trzeba pracować nad uporczywymi błędami, stosuję podejście bardziej systemowe. Potrafię budować skuteczne i spersonalizowane procesy nauki i osiągać doskonałe wyniki w pracy z dziesiątkami zróżnicowanych uczniów.

Studiowałem lingwistykę stosowaną w językach francuskim i japońskim na Uniwersytecie Warszawskim. To pozwoliło mi poznać metody najlepszych profesorów języków w moim kraju. Niestety, ze względów osobistych związanych z pandemią koronawirusa nie dokończyłem studiów. Nadal uczę się tych języków i teorii lingwistyki na własną rękę.

Unikam podręczników i kiedy tylko się da, wolę materiały bliższe życiu. Tak właśnie sam się uczę.

Historie i metody

Przez 7 lat pracy jako korepetytor pracowałem z uczniami w każdym wieku, o różnym pochodzeniu i na każdym poziomie.

Franek

Kiedy pracowałem z Frankiem, wulkanem energii w wieku 6 lat, duża część naszych lekcji polegała na graniu w piłkę na korytarzu jego mieszkania. Był jednak pewien twist – żeby strzelić gola, trzeba było tuż przed strzałem powiedzieć zdanie po angielsku. Im dłuższe zdanie, tym więcej punktów. To okazało się ogromnie motywujące dla Franka, który wkrótce sam uczył się słów i prostych struktur. Często budował bardzo długie zdania i wyliczał miesiące, wszystkie przedmioty w swoim pokoju i wszystkie rzeczy, które lubi, próbując "nagiąć zasady" i zdobyć 50 punktów jednym strzałem.

Ta bezstresowa technika zapamiętywania była na tyle dobrą zabawą, że służyła za "nagrodę" na koniec każdej lekcji. To właśnie takie pomysły, w połączeniu z graniem w Minecrafta i gry planszowe, sprawiły, że wkrótce spokojnie oglądał ulubione bajki po angielsku i błyszczał w szkole.

Max

Inny mój uczeń, 17-letni Max, był gitarzystą amatorem. Nasze lekcje kręciły się wokół tekstów piosenek; do dziś pamiętam dwie lekcje o idiomach, które zbudowałem wokół "Going through Hell" The Streets. Wtedy moim zadaniem było przygotowanie go do matury, która wymaga dużo ćwiczeń gramatycznych. Znajdowanie mocnych piosenek, w których gramatyka służy jakiejś tezie, pomogło mu widzieć trudniejsze konstrukcje jako zagadki warte rozwiązania. Pamiętam, kiedy pierwsza zwrotka "Stuck on the puzzle" sprawiła, że w głowie Maxa w końcu kliknął Past Perfect. Dzięki tej metodzie nauki polubił rozwiązywanie gramatyki i wkrótce prosił o ćwiczenia na poziomie CPE, żeby zobaczyć, "co tam jeszcze jest". Porównajcie to z tym, jak odstraszająca zwykle wydaje się gramatyka!

Max zdał maturę rozszerzoną z angielskiego z wynikiem 98%. Zaczynał studia i nasze lekcje szybko zmieniły się w rozmowy o wydarzeniach na świecie i słuchanie wywiadów, bo to bardziej pasowało do jego nowych zainteresowań. Mimo to od czasu do czasu wracaliśmy do tekstów piosenki, którą któreś z nas uznało za intrygującą.

Marcel

Kiedy miałem przyjemność uczyć Marcela, nastolatka zafascynowanego technologią, pokazałem mu, o ile skuteczniejsze jest szukanie po angielsku. Spędzał dużo czasu na czytaniu o technice, a gdy tylko doszedł do poziomu, na którym mógł to robić po angielsku, jego umiejętności eksplodowały i potrafił wytłumaczyć mi dokładne działanie telewizora, retro konsoli albo nowej technologii kart graficznych – wszystko po angielsku.

W tym przypadku znalezienie celu nauki, odrobina pewności na start i małe pchnięcie we właściwym kierunku wystarczyły, by osiągać postępy, które tydzień po tygodniu mnie zadziwiały.

Magda

Pracowałem z bizneswoman, która przede wszystkim chciała jasnej struktury lekcji. Każdą lekcję zaczynaliśmy od pogaduszki, potem przerabialiśmy kilka stron powieści, a kończyliśmy oglądaniem serialu nakręconego na podstawie właśnie tej powieści. To dawało jasną, ale elastyczną strukturę i miks mówienia, czytania i słuchania na każdej lekcji.

Takie techniki nie działają na wszystkich – ale właśnie dlatego ich używałem. Były tym, co działało na konkretnego ucznia. Mam nadzieję, że dzięki doświadczeniu i wykształceniu nadal będę znajdować indywidualne, skuteczne podejście dla wszystkich moich przyszłych uczniów. Moim pierwszym celem jest zawsze pomóc znaleźć silny powód do nauki.

Najważniejszy jest dla mnie cel ostateczny: moi uczniowie mają kochać język tak mocno jak ja.

Aktualizacja, 2026: Napisałem to w 2022. Moje metody rozwinęły się od tamtej pory. Uczę teraz w pełni online, a opisałem to w nowym wpisie, jak uczę w 2026.